Nie masz jeszcze 2 lat. Szczotkując zęby stoisz na stromym krześle przy łazienkowej umywalce. Wpatrując się w lustro dostajesz olśnienia: ‘zaraz, zaraz! Przecież ta umorusana pastą twarz to JA!

Zdemaskowałeś siebie, ale pewnie jeszcze nie rozumiesz, że to początek drogi, zanim dowiesz się kim naprawdę jesteś. Tysiące momentów, sytuacji, doświadczeń, wyborów, dylematów. Rośnie Twoja samoświadomość, zaczynasz czuć jak smakuje autentyczność.

Teraz jesteście razem, planujecie Wasz ślub. Po Waszemu, na Waszych zasadach. To Wy wiecie najlepiej, co jest dla Was najlepsze – jaką kuchnie kochacie, na jakie danie nie możecie się zawsze doczekać, przy jakiej muzyce czujecie się najlepiej.

Slow Wedding czyli wesele, które wyraża Was.

Zbyt długo na to pracowaliście, żeby poznać siebie i totalnie nie warto jest z tego rezygnować. To nie czas na uleganiu jakiejkolwiek presji – otoczenia, branży, znajomych.

Stodoła Borucza 43 powstała, aby pomieścić różne Wasze wizje. Istnieje jednak ich wspólny mianownik. To miejsce wybiera się serduchem, a kluczem do niego staje się natura i niewymuszony charakter miejsca.

Pamiętamy większość spotkań z Wami. Tych, którzy zdecydowali się zorganizować wesele w naszej stodole łączy parę rzeczy. Drogę dojazdową przez las, która kiedyś była wyboista i dość wymagająca, a teraz jest świeżo wyremontowana, traktują jako atut. Żwirowe dróżki na terenie mocno im pasują, bo nie szukają brukowanych podjazdów. Otaczający las biorą za idealną scenerię i wcale nie oczekują angielskich ogrodów, w które mocno ingeruje człowiek. Niebanalna architektura, otoczenie działa na nich uspokajająco i czują, że chcą tutaj być na dłużej. Swojej decyzji nie sprowadzają do postaci równania, czy tabelki w excel’u. Okazuje się, że wesele nie musi być na 200 osób, może być na 30. Nie musi być realizacją skrzętnie przygotowywanego scenariusza. Oczywiście plan trzeba mieć, ale na magię trzeba mieć otwarte serce.

Magicznie było podczas uroczystości Justyny&Sebastiana. Każda rzeczy była o nich i dla nich. Jednocześnie w tym wszystkim było sporo miejsca dla innych – na bose spacery po rozgrzanej trawie w spokojnych przygotowaniach, wieczorną lekcję cha chy na parkiecie pod gołym niebem, czy spokojny rytm muzyki fado wybrzmiewający z przenośnego głośnika na pożegnanie.

Po wszystkim jeszcze bardziej wiedzieliśmy, że miejsce nie znaczy nic, dopóki ktoś nie zacznie nim żyć.

Poniższe zdjęcia autorstwa ritualsfoto.

Slow wedding to suma chwil i każdą z nich się celebruje.

Żeby było to możliwe, trzeba pozbyć się stresu i presji. Im mniej tych elementów, tym łatwiej łapać momenty. Na przekór deklaracjom – ‘nieee, ja nic się nie stresuje’, pewnie ciężko o całkowity poziom luzu. Ważna chwila. Parę razy serce zabije mocniej, szybciej. Zdaje się jednak, że w tym wszystkim można sobie pomóc. No bo jeśli parę osób, które odpowiadają za dźwięk, smak, obraz dobrze znają się na swojej pracy – zyskujemy dużo przestrzeni dla siebie, naszych bliskich.

Róża i Kuba mogliby udzielać porad w tym zakresie. Było ‘na spokojnie’, było tak bez stresu, że pozytywna energia osiągnęła swoje epicentrum pod naszym adresem. Niezwykła, emocjonalna ceremonia ślubu plenerowego była początkiem.

Slow wedding jest również o byciu ‘pozytywnie zielonym’, czyli dbałości o śodowisko.

Wszystko zdaje się wracać do korzeni. Szukamy natury, odkrywamy na nowo więzi z nią. Na szczęście stajemy się co raz bardziej świadomi, że mamy też wpływ na to, jak będzie wyglądać nasza przyszłość. Wystarczą małe kroczki – naturalne confetti z liści, brak plastiku na stołach, kwiaty suszki, które pozostają piękne przez kilka następnych miesięcy, zrównoważone podejście do jedzenia, wybór lokalnych poddostawców. Na te rzeczy zwracamy szczególną uwagę w Borucza 43.

Leave a Reply